Nowości
doczepiane włosy |Książki |pozycjonowanie„No dlaczego przeniósł
„„No, dlaczego przeniósł pan tę lampę" „O co panu chodzi, panie Wachicki Jaką lampę" — uśmiecha się.
„Przecież ta lampa się nawet nie świeci. Nic panu nie zawadza... Stała o tu, z lewej strony, gdzie akurat leży mniej tych oto pańskich futeralików, a pan ją ni stąd ni zowąd przeniósł na prawą stronę, gdzie akurat futeralików więcej. Więc to nielogiczne!"
„Ach, to panu o futeraliki chodzi"
„Nie, panie Popieliczyk!" odpowiedziałem twardziej. „Chodzi mi o lampę!" — i zajrzałem mu do oczu. A oczy on ma, można powiedzieć, też jubilerskie. Niczym dwa topaziki oprawne w pąsy policzków. Świeciły, jakby leżały na czerwonym welwecie.
„A czy tej lampie czegoś brakuje"
„Nic nie brakuje, tylko dlaczego, powtarzam, pan ją ujął obiema dłońmi i przeniósł z jednego miejsca na drugie"
„Nawet nie pamiętam. To się chyba panu wydało. A gdyby nawet, to co w tym takiego, panie Wachicki"
„Właśnie nie wiem co w tym takiego, cha! A teorię Pawłowa pan zna" spytałem. Najzabawniejsze, że w istocie wyglądał jak nowo narodzone dziecko. Sancta simplicitas! Więc... Więc doprawdy nie wiem, co teraz z tym fantem robić — dokończył Wachicki.
Oparł się łokciem o stolik i dość mętnie powiódł wzrokiem po hallu. Na mecenasa znów wionęło piwem. Co on o tej lampie bredzi, zapytał się w duchu. To już nie tyle przepicie, co prawie delirium... I zaiste, jak gdyby dla potwierdzenia tej supozycji Wachicki przywołał kelnera. — Wie pan, tę co zawsze! — mrugnął do niego. Wnet potem jawiła się butelczyna (ta, co zawsze) i zakołysała się w nie bardzo pewnych rękach syna zmarłej peowiaczki. Jabłko od jabłoni... ba! Cień nienormalności musnął mecenasa. Musnął mimo woli, jak każdego laika, co to skory jest doszukiwać się niejakich dziedzicznych odbić tam, gdzie żadnych odbić, być może, nie było. Odrzucił zatem od siebie ten cień. Po co szukać dziury w całym! Czy to mało w Warszawie takich, co znajdują sens egzystencji tylko na dnie kieliszka Wachicki wyglądał dość opłakanie i niestety... wielkiej sympatii wzbudzać nie mógł. Mełł językiem, co popadnie, i teraz już w ogóle nie sposób było dojść, o co mu szło z tą lampą i po co o niej tak obszernie opowiada. Nie trzymało się to razem.“(1)
svn |szczoteczka do zębów |Klimatyzacja Kraków