Nie zamierzam twierdzić że uwierzyłam
nóż do kosiarki |Prezenty |Opieka medyczna„Nie zamierzam twierdzić, że uwierzyłam memu towarzyszowi podróży. Wołodia wyczuł zapewne moją nieufność, bo zaprosił mnie do swojej rodzinnej osady, abym mogła się przekonać o prawdziwości jego słów.
W sierpniu 1987 roku znalazłam się w osadzie położonej na jednym z dopływów rzeki Ob. W sobotę 15 sierpnia Wołodia, jego żona Nadia, ja i ich trzymiesięczna łajka Boks, wyruszyliśmy dó znanego mi z opowieści szałasu. Droga była uciążliwa, a jej ostatni odcinek przebiegał przez trzęsawiska. Zanim poszliśmy spać, Wołodia ułożył pod oknem kilka szczap drewna i przykrył je kawałkiem dykty, służącym zwykle do suszenia cedrowych orzeszków. „Żeby nas nie zaskoczył" — wyjaśnił.
Jego zapobiegliwość okazała się słuszna. O świcie usłyszeliśmy jak coś nadepnęło na dyktę, a potem rozległo się pukanie w okno. Wydobyłam się ze śpiwora i jak kula wypadłam na dwór.
Świtało. Pierwsze, co zobaczyłam, tó białą plamę na tle drzew, a polem ujrzałam całą postać przybysza, który stał o odległości pięciu metrów. Miał dwa metry wzrostu; część jego lewej ręki była biała, oczy czerwone. Pod względem proporcji ciała, a zwłaszcza wymiarów kończyn dolnych, to coś przypominało człowieka, a nie małpę lub niedźwiedzia, stojących na tylnych łapach. Ciało nieznajomego pokryte było rudawą krótką sierścią, z wyjątkiem przedramienia lewej ręki, gdzie sierść była biała. Włosy na głowie miały około trzech centymet“(6)
<<<< Dobra struktura fizyczna
| dżające auto Stanęli >>>>
działki wrocław |odchudzanie kraków |kotelnica